Obudziłam się w gabinecie naszego reprezentacyjnego lekarza.
Strasznie bolała mnie głowa i miałam lekkie mroczki przed oczami.
-Jak się czujesz?- spytał zatroskany Sebastian.
-Chyba gorzej być już nie może.- odpowiedziałam.
-Muszę zadzwonić do Bogdana, przepraszam na chwilę.
-Po co?
-Muszę mu powiedzieć co z Tobą.
-Nie mów mu nic. Proszę, jak się o wszystkim dowie nie
pozwoli mi grać.
-Przykro mi muszę mu powiedzieć. To chodzi o Twoje zdrowie.
Jesteś potrzebna reprezentacji. Nie będziemy ryzykować.
-Nie rozumiesz, że ja muszę grać?!- podniosłam się
gwałtownie z łóżka, jednak szybko z powrotem na nie upadałam.
-W takim stanie? Nie masz nawet o tym marzyć. Ja nigdy się
nie sprzeciwiałem jeśli mi nie było wolno grać. Koniec tematu.- zakończył i
wyszedł zadzwonić do trenera. Lekarza nie było. Czułam się fatalnie. Chciałam,
aby ten dzień skończył się jak najszybciej. Po kilku minutach Andrzej
przyszedł.
-Nie jest dobrze.- zaczął.- Twój organizm nie pracuje
prawidłowo. Jest cały osłabiony. Nie dasz rady zagrać w najbliższych meczach.
-Ale ja muszę…!
-Zrobię wszystko co w mojej mocy, abyś mogła grać. Teraz
podam Ci potrzebne dla twojego organizmu substancje odżywcze i witaminy. Musisz
co najmniej dwa dni unikać większego wysiłku. Nawet krótkie odbijanie piłki
może Cię wykreślić w najbliższym czasie z meczów. A Sebastianowi oczywiście
wszystko powtórzę. – zakończył swój monolog lekarz. Po pół godziny mogłam już
wrócić do pokoju. Paweł przyniósł mi Zuźke, ponieważ sam musiał coś załatwić.
Mała była śpiąca zresztą ja też. Nakarmiłam ją i zasnęła po czym ja również
zamknęłam powieki. Obudziłam się około 15:00. Zuzanna już nie spała, grzecznie
leża koło mnie. Gdy tylko otworzyłam oczy, moja Kruszynka zaczęłam się do mnie
lekko uśmiechać. Dzisiaj Zuzia kończyła już 3 miesiące. To właśnie dzięki niej
wydoroślałam. Zmieniałam tok myślenia o życiu, o ludziach, o tym czym się
zajmuję. Jeszcze kiedyś jak mieszkałam z rodzicami potrafiłam wrócić do domu
nad ranem całkowicie upita. Takie sytuacje zdarzały się również, gdy już
mieszkałam razem z Łukaszem. To właśnie on namówił mnie na dziecko. Nie
chciałam go. Pędziłam, pędziłam aby rozwijać swoją karierę, ale w końcu
zaprzestałam i urodziłam swoją córeczkę. Jedyną, za którą mogłam bym nawet oddać
życie. Bo jak się już kogoś Kocha nad życiu to już tak jest. Tak samo jest
również jest z Łukaszem, bo ja czuję do niego coś więcej niż tylko miłość.
Chociaż może nie umiem tego okazać, ale tak jest naprawdę… W dalekiej
przyszłości nie będzie mówić Zuzi co ma robić. Nie będę jej zmuszać do gry w
siatkówkę. Zaakceptuje również jej każdą decyzję. Kiedyś na pewno opowiem jej
czym dla mnie jest siatkówka, żeby miała tego świadomość, dlaczego akurat tym
się zajmuję.
Paweł wrócił późnym wieczorem. Zabrał Zuzannę do siebie ja
poszłam zjeść kolacje, następnie wzięłam
długą, gorącą kąpiel. Długo nie mogłam zasnąć. Czułam się już o wiele lepiej,
ale ciągle biłam się z myślami. Zastanawiałam się czy dam radę, jak ja to
zakończę? Cały czas chciałam się doskonalić, chciałam być najlepsza w tym co
robię. Wiedziałam, że to się dla mnie wkrótce może źle skończyć. Ale nie
obchodziło mnie to. Chcę zrobić coś dla mojego kraju. Chcę pokazać, że na coś
mnie stać! I nie przestanę robić to co Kocham. Zasnęłam po 22:00. Wstałam zaś
bladym świtem. Jutro miałam wylecieć do Turcji razem z resztą kadry. Ubrałam
dres i buty. Chciałam ostatni raz na tym zgrupowaniu się przebiec i tak pięknym
i cudownym miejscu. Dobrze wiedziałam, że mi tego nie wolno robić, ale po
prostu nie umiem siedzieć bez użytecznie. Jednak zawsze coś, a może jednak ktoś
musi pokrzyżować moje plany.
-Wybierasz się gdzieś ?- zapytał Sebastian wychodząc z za
drzwi swojego pokoju.
-Idę na śniadanie.- uśmiechnęłam się nie śmiało.
-Kłamiesz. Myślisz, że sprzedasz mi jakąś głupią bajeczkę i
wyjdziesz z ośrodka pobiegać tak? To się grubo mylisz. Obiecałem, że się Wami
zajmę i dotrzymam słowa… Możesz już wracać do pokoju, nigdzie nie pójdziesz.
-A żebyś się czasami nie przeliczył. – rzuciłam idąc w
stronę drzwi do wyjścia.
-Patrycja wracaj.
Dobrze wiesz, że Ci nie wolno..- próbował mnie zatrzymać, ale ja szłam
dalej.
-Jak wyjdziesz teraz z ośrodka to możesz się pakować i
wracać do domu. Nie pojedziesz ma żadne mecze w Lidze Światowej!- krzyknął
Świder. Przystanęłam, po chwili namysłu podeszłam do niego.
-Chyba oszalałeś! Dobrze wiesz jak bardzo mi zależy na tej
imprezie.
-Skoro CI zależy to powinnaś też zrozumieć, że przez jakiś
jakiś czas nie możesz się przemęczać. Twój organizm tego nie wytrzyma.
-Dobra już. Powiedz mi tylko co Ci mówił trener? Będę mogła
grać w Turcji?
-Powiem Ci tylko, że trener wcale nie był zadowolony tym co
się wydarzyło. Polecieć masz, a czy będziesz grać to się jeszcze okaże.- nic
nie odpowiedziałam tylko poszłam do pokoju. O 11:30 chłopaki mieli zagrać swój pierwszy mecz na
LŚ, natomiast dziewczyny grają dwie
godziny później. Do tej pory miałam jeszcze sporo czasu. Byłam na wizycie u
lekarza, dostałam kolejną część leków i mogłam iść z córką na spacer. Tylko to
mogłam zrobić. Gdy wróciłam zostało mi pół godziny do meczu. Nie tracąc czasu
poszłam na masaż, który mi bardzo po mógł po nim czułam się jak nowo narodzona.
Następnie całkowicie odłączyłam się od ludzi i kibicowałam naszym. Pierwszy set
przegraliśmy 25:15, chłopaki wcale nie potrafili się zgrać. Druga partia meczu
wyglądała całkiem podobnie tylko, że udało nam się zdobyć trochę więcej punktów
25:20. W trzecim zaś secie na pierwszej przerwie technicznej przegrywaliśmy
8:0. Trener krzyczał do chłopaków „damy radę nie poddawajcie się bez walki
jeszcze nic straconego. „ Zdobyliśmy 9 punktów pod rząd. Następnie znowu
zaczęliśmy je tracić. Trener bierze czas. Nie ma dokładnego przyjęcia.
Bąkiewicz wchodzi za Kurka. Od razu kieruje się na zagrywkę i tak dwa asy
serwisowe pod rząd. Kolejna zagrywka zepsuta.
Mocny serwis przeciwnika dokładnie przyjmuje Bąkiewicz, Żygadło wystawia
do Wlazłego i świetny zakończony atak prosto w środek boiska. I tak właśnie
udało nam się wygrać trzeciego seta do 18. Czwarty set poszedł nam jak po maśle
25:16. W tie- breaku totalny nokaut w wykonaniu Polskiej Siły 15:5. Całe
spotkanie wygrane 3:2 MVP został nie kto jaki jak Michał Bąkiewicz. Po kilku
minutach na parkiety wyszły dziewczyny. Tu już nie było tak pięknie i kolorowo.
Dziewczyny całe spotkanie przegrały 0:3. Ich gra w ogóle się nie kleiła. Tak
bardzo chciałam im pomóc a nie mogłam.
Resztę dnia spędziłam z córeczką. Byłam również na basenie.
Położyłam się spać bardzo wcześnie, ponieważ chciałam odpocząć przed jutrzejszą
podróżą.
_________________________________________________________________
Ostatnio w ogóle nie komentujecie, dlaczego? Przestało się wam podobać? Bo mnie nie. Nasza autorka ma małe problemy z dostępem do internetu dlatego ja dodaję. Znacie mnie na pewno, gdyż sama prowadzę blog, a jaki to sobie sprawdźcie. Mam nadzieję ze zdajecie sobie sprawę że zbliżamy się do końca opowiadania. Pozdrawiam :)